1. Dom

W Radości jest taki dom, w którym jeszcze nikomu nie udało się policzyć wszystkich okien. Ten dom był wcześniej mieszkaniem. I to na zupełnie innej ulicy. Jak mieszkanie mogło stać się domem? Potrzeba było dużo miłości. Mieszkała w nim Asia Garlicka[1], która pewnego dnia koniecznie chciała odwiedzić w szpitalu swojego ciężko chorego tatę. Nie mogła jednak się z nim spotkać, bo sama miała katar i męczyło ją straszne przeziębienie. Poprosiła więc znajomą, panią Szelągowską, żeby wytłumaczyła ją przed tatą. Asia tego dnia miała także spotkanie grupy „Wiara i światło”[2]u Jurka, na które też nie mogła pójść. Choroba krzyżowała plany w dwójnasób i zapowiadało się, że resztę dnia spędzi samotnie.

Wczesnym popołudniem jednak w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek u drzwi. To przyszła Czesiunia, drugi dzwonek – Gosia. Dopiero kiedy były obie, oznajmiły, że tata Asi odszedł. Od razu zadzwonił trzeci dzwonek, to Bernard, czwarty – przyszli Jurek i reszta. Asia została sama i jednocześnie nigdy nikt już jej nie opuścił. Straciła tatę, najbliższą osobę, jaką miała i jednocześnie nigdy nie pozostała bez rodziny. Właśnie od tamtej pory mieszkanie zaczęło się rozrastać. Coraz szybciej i szybciej. Rodzina nigdy nie zmalała, choć zmieniała swoich członków. Niektórzy musieli odejść do większych mieszkań, zarezerwowanych wysoko nad nami. Odeszła też Asia. Dokładnie w 2011 roku. I chyba wiele zdziałała na górze, bo już sześć lat później z mieszkania na Parkowej, powstał dom w Radości, w którym nigdy nikomu nie udało się policzyć wszystkich okien.

2. Arka

Spędziłem wieczór z mieszkańcami Arki, jednej z najmłodszych spośród wszystkich domów L’Arche w Polsce. Inne takie domy znajdują się w Śledziejowicach, Poznaniu, Wrocławiu i Gdyni. W Radości poznałem Agnieszkę modystkę, Piotrka gitarzystę, Elę zegarmistrzynię, Bartka czytelnika, Asię hafciarkę, Piotrka rysownika, Krzyśka, który jest od zawsze, Jolę kierowniczkę i Krzyśka, który jest od sierpnia. To właśnie on mnie powitał, nazwijmy go Krzyśkiem szatynem. Od razu, kiedy do mnie podszedł, zaraz za nim nieśmiało i z bezpiecznej odległości pomachał do mnie Piotrek gitarzysta. Zaraz przyszedł też Krzysiek, który jest od zawsze – nazwijmy go Krzyśkiem brunetem. Dom poznał, kiedy ten był jeszcze mieszkaniem Asi Garlickiej. Dwanaście lat temu właśnie na Parkowej w ramach ruchu „Wiara i światło” spotykały się osoby z niepełnosprawnością intelektualną wraz ze swoimi rodzinami i przyjaciółmi. Krzysiek odwiedzał wtedy Asię i wspólnie wychodzili na spacery, albo do kościoła. Podczas tych spotkań narodził się pomysł, żeby powstał dom Arki, na wzór francuskich L’Arche, które miały już swoje pierwsze wspólnoty w Polsce. Ich główną cechą jest wspólne mieszkanie osób z niepełnosprawnością intelektualną z asystentami, którzy na co dzień im towarzyszą. Domy L’Arche w Polsce są również centrami, do których na różnego rodzaju zajęcia i terapie udają się osoby z niepełnosprawnością intelektualną, mieszkające na co dzień poza Arką.

Krzysiek szatyn oprowadził mnie po salonie, w którym wszyscy wspólnie spędzają wieczory. Taka zresztą jest zasada Arki – wszystko robimy wspólnie i każdy na miarę swoich możliwości. Krzysiek, Jola i Krzysiek na co dzień wiele się uczą od reszty domowników. Tak więc Krzysiek szatyn oprowadzał mnie po salonie. Na fotelu siedziała sobie Jola z Agnieszką modystką, a za nimi przy kominku wygrzewał się Piotrek rysownik. Zaraz obok, przy stole, za stertą kolorowych magazynów siedział Bartek czytelnik, a naprzeciwko, na kanapie – trochę leżała, a trochę siedziała – Ela zegarmistrzyni, która pilnowała, żeby Asia nie zapomniała się całkowicie w wyszywaniu nowej kolorowej ozdoby i żeby na czas poszły na kolację.

Przysiadłem się do Agnieszki, która nigdy rano nie wychodzi z pokoju, dopóki nie dopasuje odpowiednio ubrań i biżuterii. Pochwaliła mi się swoim długim srebrnym naszyjnikiem. Lubi mieć też pomalowane paznokcie. Agnieszka ma apetyt na życie! Uwielbia kawę, wyłącznie czarną, którą pije zaraz po śniadaniu i kiedy sama jest już wystrojona prawi komplementy innym mieszkańcom Arki. Przegląda się w lustrach pozbawionych próżni. Gdy rozmawialiśmy wieczorem, Aga nadal powtarzała Krzyśkowi szatynowi, że jest bardzo ładny i dobrze wygląda w swoim nowym szarym swetrze. Jolę chwaliła za piękne włosy. Ja również dowiedziałem się od Agnieszki, że mam ładny uśmiech.

Kiedy Krzysiek szatyn opowiada mi o tym, że nigdy jeszcze nie poznał osoby, która tak bardzo doceniałaby innych, Agnieszka przekonana o swojej racji pyta: „A może nie jesteś zadowolony?…” Krzysiek jest i to bardzo. Jeszcze nikt nigdy nie powiedział mu tyle razy, że jest bardzo dobrym kierowcą. Podziękowaliśmy kiedyś komuś bliskiemu, kto prowadzi auto, za to, że bezpiecznie dowozi nas do celu? Właśnie. Aga robi to kilka razy w ciągu dnia. Zresztą z kawą jest podobnie. Rankiem Krzysiek zrobił Agnieszce jej ulubiony ciepły napój, a Agnieszka jeszcze popołudniu podkreślała, jaką pyszną i najlepszą na świecie kawę zaparzył dla niej Krzysiek. Nawet teraz, kiedy o tym wspomina, Agnieszka powtarza: „Ale naprawdę była pyszna, Krzysiu, takiej jeszcze nie piłam”. Kolejna niepowtarzalna i najlepsza na świecie kawa przydarzy się Agnieszce następnego ranka, a ten, kto ją zaparzy, cały dzień będzie nosił zaszczytny tytuł najlepszego na całym świecie baristy z Radości.

Podczas naszej rozmowy każdy zajęty jest sobą, a Piotrek rysownik, wygrzewając się przy kominku, co jakiś czas pokrzykuje do Bartka: „A tego biedaka rączka boli. Odpocznij i nie denerwuj się, kochany”. Najwidoczniej martwi się o te ciągłe przewracanie stron przez czytelnika. My z Agnieszką rozmawiamy zaś dalej. Aga postanowiła, że opowie mi, jak wygląda plan zajęć domu w Radości. W poniedziałek przychodzi Ania i wszyscy lepią naczynia w glinie. Zza fotela słychać Piotrka: „Rączka boli, denerwuje się, biedny. Niech się nie denerwuje”. Jak już ulepi się naczynie, trzeba je osuszyć i wypalić dla utwardzenia. Później, dzięki szkliwieniu ulubione miski Agi stają się błyszczące i kolorowe. Na koniec znowu trzeba je wypalić, aby były trwałe. Wszystkie kubki, miski i talerzyki mieszkańcy Arki podarowują swoim przyjaciołom w prezencie.

Asia i Ela wołają mnie do siebie. Asia pracuje nad nową haftowaną ozdobą, która zostanie oprawiona i stanie się upominkiem dla któregoś z przyjaciół Arki. Piotrek rysownik krzyczy w międzyczasie, żeby Bartek nie dokuczał Piotrkowi. Kiedy pytam Asię o jej pasję, do rozmowy włącza się Ela i chwali mi się, że świetnie gra na flecie. A kiedy Piotrek gitarzysta słyszy, że rozmawiamy o upominkach i talentach, od razu przynosi wykonaną przez niego styropianową choinkę. Świeci bez żadnej elektryczności, bo Piotrek powkłuwał w nią szpileczki z mieniącymi się cekinami. Zanim Piotrek skończy pokazywać mi swoją choinkę, Bartek zaczyna głośno komentować oglądany magazyn. Podchodzę do stołu. Wielki stos gazet jest tylko malutkim fragmentem całej kolekcji magazynowych zdobyczy Bartka. Jego ulubionymi są katalogi mieszkaniowe. Bartek lubi wiedzieć, co jest modne i jak urządza się teraz mieszkania. Myślę, że już nie raz asystenci skorzystali z wiedzy Bartka, gdy chcieli kupić nowe krzesła albo kanapę. Kiedy jestem przy Bartku, Piotrek rysownik znowu zatroskany zwraca się do niego: „Nie denerwuj się biedaku”, a ja pytam czytelnika, jak udało mu się uzbierać tyle gazet. Okazuje się, że Bartek po prostu często spaceruje po Radości i wiele z jego przechadzek kończy się wizytą w ulubionym kiosku. Żeby jednak nie zostawić mnie z poczuciem, że zajmuje się jedynie układaniem stosów z gazet, które stwarzają na stole nieco bałaganu, Bartek opowiada, że bardzo lubi porządkować magazyny, gry i książki na półkach. Na koniec dnia nic nie jest pozostawione bez uprzątnięcia.

Wracając do Agnieszki, zahaczam jeszcze o leżącego przy kominku Piotrka rysownika. Kiedy pokazuje mi swoją wersję Świętej Rodziny, od razu przypominają mi się kreski Picassa czy Braque’a. Bez wątpienia Piotrek czerpie inspiracje z kubizmu.

Agnieszka opowiada mi, jak spędzają kolejne przedpołudnia. Skończyliśmy na ceramice. We wtorek przychodzi Bartek instruktor i przynosi swoje instrumenty. Wszyscy grają i śpiewają. W środę Jarek prowadzi zajęcia, na których opowiadają sobie historie. We czwartek tańczą albo wykonują prace ręczne, jak choinki i bombki na zbliżające się święta albo albumy na zdjęcia. W piątek poświęcają się natomiast pracom plastycznym, Krzysiek rysuje, a Asia wyszywa swoje kolorowe ozdoby. W soboty wspólnie sprzątają, Asia szczególnie lubi dbać o porządek. Gdyby odwiedziła kogoś z was, to zaparzyłaby sobie najpierw herbatkę, a później wyrzuciłaby śmieci. W niedziele wszyscy idą do kościoła.  – Teraz nie można – przypomina Agnieszka – dlatego Kościół mamy w domu. – Dokładnie – podkreśla Jola – Kościół mamy w domu – a ja korzystam wtedy z okazji i pytam, czym dla niej jest Arka.

3. Jola

„W Arce szukam odpowiedzi na pytanie, co to znaczy, że jestem człowiekiem? Co o tym świadczy – intelekt, bogactwo, sława, czy jeszcze coś innego? Może to nasza zwykła codzienna obecność. Dzięki moim domownikom patrzę na świat innymi oczami. Spotykam naszą Asię i na przykład podczas rekolekcji wielkopostnych pytam jej, czy chce pójść do spowiedzi do o. Sylwestra czy o. Damiana, a Asia mówi – do Jezusa. To cała istota. Po sześciu latach studiów teologicznych to wiem, ale dla Asi to oczywiste i prawdziwe od zawsze. Kiedy siedzimy razem w kościele, Asia nie pyta mnie o komunię, ale kiedy dostanie Jezusa. Znowu cała istota eucharystii w prostym pytaniu. Zapytałam kiedyś Asi, skąd ona to wie, a ona opowiedziała: „Wiem, po prostu”. Ona to wie, a ja muszę dochodzić do tego latami. Posiedzę sobie czasem obok Asi i może na mnie też spłynie taka wiedza, po prostu i bez niepotrzebnych dopowiedzeń”.

4. Rodzina

Popołudnia wszyscy również spędzają razem. Po obiedzie, kawce i herbatce najczęściej wychodzą na dwór. Agnieszka wsiada na swój trzykołowy rower, na którym nikt nie potrafi wykręcać takich ósemek jak ona. A to nie lada sztuka. Niejeden mieszkaniec Arki wjechał już trzykołowcem w krzaki. Asia jeździ za to na tandemie, na którym kiedyś pedałowała z mamą. Teraz zazwyczaj jej rowerowym partnerem jest któryś z Krzyśków.

Kiedy pytam, o której jest w Arce pobudka, bo tyle zajęć musi wypełniać dzień od samego rana, wszyscy wysyłają mnie do Eli. Ona panuje w domu nad czasem. Pokazuje mi swój piękny niebieski zegarek, który jest jednym z jej robiącej wrażenie kolekcji. Niektóre dostaje, a inne kupuje sobie sama. Ela wstaje najwcześniej. Zawsze już o siódmej jest na nogach, gotowa do porannych zajęć. Musi jednak czasami poczekać na śpiochów, którzy wylegują się do ósmej. Najbardziej lubi spędzać czas z Kasią, która przychodzi do Arki na noc. Niekiedy razem z Krzyśkiem brunetem jeżdżą też razem do swoich rodzin na warszawskim Żoliborzu. W tle znowu Piotrek uspokaja Bartka: „Nie denerwuj się, biedaku. To zabronione”. Ela przypomina jeszcze, że kiedy wszyscy już wstaną, zjedzą śniadanie i wypiją kawę, nie zaczynają dnia bez porannej modlitwy. Ważny jest rytm dnia, dzięki któremu wszyscy mieszkańcy czują się w Arce bezpiecznie.

Ela zmęczona już nieco po całym dniu wyszła z salonu, a do mnie podszedł Piotrek, który cały czas towarzyszył mi w rozmowach z domownikami. Piotrek jest najświeższym mieszkańcem Arki. Przyjechał z Łodzi niespełna trzy miesiące temu. Opowiedział mi, że właśnie w Łodzi ma mamę, a tata jest już tam (wskazał palcem do góry). Dwa miesiące temu zaczął uczyć się grać na gitarze i idzie mu tak dobrze, że razem z Krzyśkiem brunetem grają już wspólnie niektóre piosenki. Piotrek, jak wielu facetów, lubi samochody. Ale jego pasja związana z motoryzacją nie jest tak banalna jak innych. On uwielbia, kiedy auto lśni czystością. Bez pytania zabiera z garażu wiadro, płyn, gąbkę i myje arkowy samochód. Nie znosi za to codziennego mycia zębów. Krzysiek szatyn musi go do tego zmuszać, dlatego Piotrek niekiedy nazywa go swoim tatą.

Krzysiek też zresztą trafił do Arki niedawno, bo dopiero w sierpniu. Porzucił pracę w korporacji, wyjechał do Wielkiej Brytanii, by tam pomagać osobom niepełnosprawnym i po roku znalazł Arkę. Ale pierwszy raz postanowił zrobić coś ze swoim pragnieniem pomocy innym, kiedy usłyszał rozważania dotyczące uczynków miłosierdzia względem duszy i ciała, przygotowane przez Abp Rysia, podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

„Wtedy poczułem, że chce żyć obecnością dla innych, na całego, a nie kiedy po południu wyjdę z pracy. Myślę, że życie jest bardzo krótkie i można spędzić je zdobywając pieniądze czy uznanie albo wspinać się po kolejnych szczeblach kariery korporacyjnej, ale dla mnie najważniejsze jest być dla drugiego człowieka. Takie miejsce jak Arka pozwala dać z siebie, ale jeszcze więcej mogę nauczyć się od moich domowników – spontaniczności, prostego patrzenia na wiele rzeczy, czy prostego przeżywania swojej codzienności. Mimo że każdy dzień to określony schemat zajęć, nigdy nie usłyszałem od Agnieszki czy Piotrka, że nie lubią swojego życia. Tu codziennie chce się żyć. Tutaj nie ma mowy o tym, żeby ktoś krytykował za coś samego siebie. Tu uczę się być wdzięcznym za najzwyklejsze rzeczy, tak jak robi to na przykład Agnieszka. W Arce tworzymy rodzinę. Mamy szczególne obowiązki względem jednej osoby, jak na przykład ja wobec Piotrka. Kiedy gdzieś wyjeżdżamy pomagam mu się spakować albo sprawdzam, czy będzie miał wystarczająco dużo pasty do zębów, ale to nie znaczy, że zapominam o innych. Wszyscy jesteśmy tu razem”.

Krzysiek opowiedział mi też razem z Piotrkiem o tym, jak kończą dzień. Po umyciu zębów Piotrek modli się za dziewczyny, które nazywa „kochajami”, bo bardzo je kocha. Po modlitwie jest kąpiel, a przed samym snem czytanie. Aktualnie domownicy słuchają „Opowieści z doliny Muminków”. I tak kończy się dzień w domu, w którym jeszcze nikomu nie udało się policzyć wszystkich okien.

Post Scriptum

Dom Arki jest nie tylko miejscem wspólnego zamieszkania asystentów Krzyśka, Joli, Krzyśka i Kasi, Oli, Agnieszki (które nie były obecne podczas moich odwiedzin) z podopiecznymi Piotrkiem, Agnieszką, Asią, Elą, Piotrkiem i Bartkiem, lecz tworzy także, należący do wspólnoty L’Arche, punkt wsparcia dla osób z niepełnosprawnością intelektualną, które na co dzień razem z rodzinami lub samodzielnie mieszkają poza Arką. W sumie skupia około 25 osób z różnym stopniem niepełnosprawności. Niemal wszyscy dzisiejsi mieszkańcy domu w Radości właśnie dzięki zajęciom, warsztatom i dniom adaptacyjnym organizowanym przez fundację L’Arche Warszawa podjęli decyzję o zamieszkaniu w Arce. Przede wszystkim chodzi jednak o relację i obecność, którą nawzajem wszyscy goście i mieszkańcy domu mogą się obdarowywać.

Obecnie Arka może działać dzięki dofinansowaniu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnoprawnych. Trzyletni projekt „Jesteśmy u siebie” umożliwia prowadzenie domu, natomiast roczne dofinansowanie z inicjatywy „Razem możemy więcej” zapewnia wsparcie asystenckie osobom z niepełnosprawnością, które mieszkają samodzielnie lub z rodziną. Było jednak również tak, że dom utrzymywał się bez zewnętrznego wsparcia, dzięki darowiznom czy sprzedaży wyrobów, które wykonują wszyscy domownicy.

Z racji panującej pandemii trudno mówić o wolontariacie, który można byłoby podjąć w L’Arche, ponieważ domownicy Arki nie powinni obecnie przyjmować nowych gości. Można jednak zaoferować swoją pomoc na przykład w formie spaceru z którymś z mieszkańców z Radości, przy zachowaniu odpowiednich wymogów sanitarnych, czy pomoc w uporządkowaniu ogrodu. Jeżeli zaś chcielibyście wesprzeć L’Aarche w Warszawie finansowo, można przeznaczyć swój procent podatku, kupić jedno z rękodzieł któregoś z artystów, zamówić kartki świąteczne, czy po prostu wpłacić darowiznę.

Fundacja L’Arche – Wspólnota w Warszawie

Nr konta: 07 2130 0004 2001 0676 4914 0002 (VW Bank)

Tytuł wpłaty: prowadzenie domu i asystentury indywidualnej

dla przelewów zagranicznych: PL09 2490 0005 0000 4600 8800 1380, SWIFT: ALBPPLPW

A kiedy minie już pandemia i chcielibyście dowiedzieć się, jak można zostać asystentem, wolontariuszem, albo po prostu wpadać do Radości co jakiś czas i wyjść z Agą, Piotrkiem albo Bartkiem po nową gazetę, zajrzyjcie na https://www.larche.org.pl/warszawa/, piszcie na warszawa@larche.org.pl lub dzwońce pod numer 512 933 244.

Z racji pandemii ja również nie mogłem być w Arce fizycznie. Moimi nogami, oczami i szyją był Krzysiek brunet, który nosił ze sobą komputer razem ze mną na ekranie po całym salonie. Jestem mu za to wdzięczny. Dziękuje za to spotkanie wszystkim domownikom Arki.


[1] Córka Romana Garlickiego, który pracował na uruchomieniem tzw. mieszkań grupowych, które współdzieliłby osoby z niepełnosprawnością intelektualną wraz z opiekunami i rodziną. Razem z Joanną należeli do pierwszej wspólnoty ruchu Wiara i Światło. Joanna była osobą z zespołem Downa. Po śmieci jej ojca, to właśnie w kręgu osób opiekujących się Asią wytworzyła się inicjatywa wspólnoty L’Arche w Warszawie.

[2]Międzynarodowy ruch świecki, związany z Kościołem katolickim, oparty na pracy z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Wspólnoty składają najczęściej z grupy10-40 osób niepełnosprawnych intelektualnie, ich przyjaciół i rodziny, spotykających się przynajmniej raz w miesiącu.

Adrian Boguski

Pozostaw komentarz